Fotograf też człowiek i kiedyś musi odpocząć. Oczywiście fotografowanie to Jego drugie ja, więc opcji bez apartu po prostu nie ma (choć ostatnio rozważa zaminę ciężkiego, firmowego, super wydajnego sprzętu na lżejszego kalibru ustrojstwo), ale może przynajmniej bez komputera stacjonarnego można się obyć? Tylko co wtedy? Co z wywołaniem, czyli obróbką masowej ilości wakacyjnych wspomnień zapisywanych na kolejnych kartach pamięci? Czy odłożenie wszystkiego na „po wakacjach” jest na pewno dobrym pomysłem? Przecież koniec urlopu to początek pracy, czyli sesje, chrzty, śluby  i… zaledwie 24-godzinna doba! Pozostawienie zdjęć bez obróbki to najprawdopnaj skazanie ich na wieczne niewywołanie.

Co zatem?

Opcji jest kilka. Ja znalazłam trzy i zdecydowałam się na jedną.

OPCJA 1 – bez komputera

Na wakacje zabieramy tylko sprzęt fotograficzny z niezbędymi akcesoriami, czyli m.in. kartami pamięci. Ale co począć, jeśli już w ciągu pierwszych trzech dni zapełni się wszystkie karty? Nawet jeśli mamy ich kilka i nawet jeśli są bardzo pojemne, kiedyś się „skończą”  (a w przypadku  mamy-fotografki-dokumentalistki taki „koniec” nie jest szczególnym wyczynem, bo czas wakacji i różnorodność miejsc, atrakcyjność plenerów, tudzież niecodzienność wydarzeń sprzyja fotografowaniu bez opamiętania). I co wtedy? Wrzucić je na dno plecaka lub walizy i oddać się przyjemności tworzenia obrazów w wyobraźni np. podpowiadannych przez ulubionych pisarzy? Zająć się budowaniem zamków z pisaku i pozwolić sobie na wakacyjne „dolce far niente”? Hmmm…Kusząca opcja. Ale czy  atrakcyyjna dla fotografa? Czy odpowiednia dla mamy powołanej do spełnienia ważnej misji kronikarskiej? Mam poważne watpliwości czy opcja ta jest jednak dobra. Kolejne dni wakacyjnych przygód obfitujących w zwyczajnie nadzwyczajne wydarzenia skazać na ryzyko zapomnienia? No i mama-fotograf bez aparatu to jak samochód bez kół. Ba, bez kół i silnika!

Ale rozważmy wady i zalety tej opcji. Może ostateczny bilans wyjdzie inaczej niż sugerują przesłanki?

PLUSY: pełne zaangażowanie w życie rodzinne, nadrobienie zaległości czytelniczych, odpoczynek

MINUSY: zgrzytanie zębami przy każdym wyjściu i każdej „akcji” godnej uwiecznienia, brak pełnej dokumentacji fotograficznej z wakacji, skazanie zrobionych zdjęć na niewywołanie lub „przeterminowanie”

 

OPCJA 2 – laptop firmowy

Kto zabroni zabrania na wakacje firmowego, przenośnego komputera zwanego laptopem ze wszystkimi oprogramowaniami? Kto zabroni zajmowania się nim nieustannie, strzeżenia go jak oka w głowie, zabierania na plażę, do romantycznej knajpki i na wyprawę rodzinną rwącym, lodowatym potokiem? Dźwigania  na plecach, ramionach (naprzemiennie – raz na prawym, raz na lewym ramieniu), głowie (niestety tylko jednej) lub…porzucenia ze złością w najbliższych krzakach, zanim rodzina nie porzuci marudzącego i wykończonego fotografa z super laptopem?! Nikt nie zabroni, ale czy warto? Bo jeśli jakimś cudem sprzet komputerowy i fotograf przeżyją, a ten ostatni nie nabawi się stanów zwyrodnieniowych, trzeba liczyć się z poświęceniem dniówki plażowicza na rzecz dniówki obróbkowicza. Tylko czy jeden dzień wystarczy? Z pełnym arsenałem programów do obróbki, super profesjonalne wywoływanie zdjęć może przeciągnąć się na kolejne dniówki. Nocna zmiana obróbkowa może nie wypalić, bo światło laptopa niechybnie obudzi dzieci i męża, śpiących przecież w tym samym pokoju, i przyciągnie cale mnóstwo krwiożerczych komarów. Poza tym przynajmniej na wakacjach wypadałoby nie mieć podkrążonych oczu i nie przysypiać gdy najbliżsi podziwiać będą przepiękne i niecodzienne widoki.

PLUSY: pełna dokumentacja fotograficzna, zdjęcia (nawet jeśli nie wszystkie, i jeśli nie połowa) wywołane w najlepszej jakości

MINUSY: połowiczne zaangażowanie w wakacyjne życie rodzinne, stres, ubytki na zdrowiu fizycznym i psychicznym, niezadowolenie rodziny, ryzyko utraty firmowego sprzętu

 

OPCJA 3 – laptop męża

Zamiast własnego sprzętu można zdać się na niefirmowy, niewypasiony komputer męża w wesji przenośnej – lekki, podręczny i niezawodny z małym, własnym już, równiez poręcznym i przenośnym dyskiem zewnętrzym. Przy pomocy takiego sprzętu fotograf rodzinny opróżni zapełnione karty pamięci i wywoła na gorąco wspomnienia minionych godzin. Tylko jak pogodzić wywołanie zdjęć (w dodatku bez „pracowych” programów do obróbki) z wypoczynkiem i udziałem w wakacyjnym życiu rodziny? Nie ma innego wyjścia, trzeba pójść na kompromis, grunt to dobry pomyślunek i jeszcze lepszy plan! Oóż opcja nr 3 przewiduje darmowy program do obróbki lub wersję próbną „pracowego” programu. Koniecznie z małym zestawem niezawodnych presetów przy pomocy których łatwo , szybko i przyjemnie wywołane zostaną wakacyjne wspomnienia.

PLUSY: odpocznek i pełen relaks, zaangażowanie w wakacyjne życie rodzinne, pełna dokumentacja fotograficzna, wywołane zdjęcia (te najpięniejsze zawsze będzie można wywołac ponownie po powrocie do domu)

MINUSY: nie ma

Ja wybrałam opcję ostanią i jestem bardzo zadowolona ze swojego wyboru. Moja rodzina także

Pozdrawiam wakacyjnie!

P.S. Dziękuję Kasi Tacher za doskonale sprawdzające sie PRESETY  i Renacie za inspirację! Dzięki dziewczyny!